Copyright 2017 - Custom text here

Obliczanki - Świadectwa sióstr odkrycia powołania

Obliczanki - Świadectwa sióstr odkrycia powołania

„Dziękujemy Bogu Ojcu za łaski otrzymane w kończącym się dzisiaj roku jubileuszowym” – komunikat, który usłyszałam w radio 6 stycznia 2001 roku sprawił, że się oburzyłam , a wręcz wkurzyłam. Pewnie, pomyślałam sobie, wszyscy otrzymują łaski, tylko nie ja! Jak zwykle!

 

To było przedpołudniem. Wieczorem oglądałam film z moją przyjaciółką Anią. Był o córce, która miała mnóstwo pretensji do swojej mamy o jej przeszłość. Po filmie zaczęłyśmy obie płakać. Mocno nas obydwie dotknął ten film, bo ryczałyśmy jakby to o nas chodziło. Po chwili Anka podniosła głowę, spojrzała mi w oczy i powiedziała bardzo, bardzo dziwną rzecz: „Wiesz co? Ja chyba mam powołanie do zakonu”. To było dziwne, ale jeszcze bardziej zaskoczyłam samą siebie, kiedy na to odpowiedziałam: „Wiesz… ja chyba też!” Tego nikt się nie spodziewał. To był ten moment, w którym zrozumiałam ostatnie kilka lat mojego życia.

 

Dorastałam jak wszyscy inni rówieśnicy. Lubiłam imprezować długo i ekstremalnie. Chodziłam do szkoły, miałam chłopaka. Nic nadzwyczajnego. Na drugim roku studiów mój chłopak ze mną zerwał. To był cios niesamowity. Pamiętam, że świat mi się zawalił, w dosłownym tego słowa znaczeniu. Przestałam istnieć, tzn. żyła jakaś zewnętrzna powłoka, ale w środku umarłam. Czułam się oszukana, zostawiona, niezrozumiana. To było 26 sierpnia. Rok później tego samego dnia byłam w Bydgoszczy u dziadków w odwiedziny. Popołudniu podczas spaceru weszliśmy do Klarysek i zostaliśmy na Mszy św. Po Komunii wracam do ławki i próbuję odprawić jakieś dziękczynienie. Nagle słyszę jakiś głos: Przyjdź do mnie! Dziwnie się poczułam, bo przecież żaden człowiek do mnie nie mówił. Pomyślałam, że może mam iść do spowiedzi albo coś w tym stylu. I tak minął czas do 6 stycznia 2001, kiedy to kończył się Rok Jubileuszowy.

 

Zrozumiałam, że to Jezus zapraszał mnie do pójścia za Nim, do oddania się Jemu. Właśnie nie kto inny, tylko Ania zapoznała mnie z Siostrami Wynagrodzicielkami.

 

Czemu to Zgromadzenie? Długie lata zadawałam sobie to pytanie. Od samego początku, jak tylko wreszcie pojęłam, że Jezus zaprasza mnie do jak najbliższej relacji z NIM, pociągnęło mnie wynagradzanie. Chciałam i chcę nadal wynagradzać Bogu za grzechy moje i innych. Tylko, żeby nikt sobie nie pomyślał, że taka wynagrodzicielka to ktoś lepszy niż zwykły przeciętny człowiek. Nie! Wcale nie jestem lepsza! Natomiast oddając się Jezusowi na własność czuję się bezpiecznie, bo wiem, że ON zawsze wszystko moje przemieni na dobro. Nawet, jeżeli mi coś nie wyjdzie, to ON może coś z tego zrobić.

 

15 lat temu zostałam przyjęta do kandydatury, czyli na czas przyjrzenia się z bliska, bez zobowiązań, wspólnocie. Były momenty wielkiej radości jak i wielkiego smutku. Rozczarowań sobą, zgromadzeniem, ludźmi, Bogiem. Był czas w zdrowiu i w chorobie. Z perspektywy czasu tych 15 lat odkrywam, że nawet, jeśli nie czułam JEGO bliskości, miłości, pomocy, a nawet obecności, to i tak ON był.

 

Czy żałuję mojej decyzji? Czy żałuję odrzucenia fenomenalnej oferty współpracy ze świetną logopedą (skończyłam studia logopedyczne), pójścia na studia doktoranckie, świetnej pensji i kariery? Nie żałuję, choć czasem się zastanawiam, co by było, gdyby... Ale na końcu dnia, kiedy jestem przed Jezusem, tylko ja i ON, wtedy się nie zastanawiam. Jest ON i jestem ja. Czy uważam, że wszystko na nic, czy dziękuję? Mogę przytulić się do NIEGO i powiedzieć JEMU wszystko, albo tylko milcząc - być. Wystarczy tyle. Nie potrafię tego wytłumaczyć jakoś racjonalnie. W relacji z Jezusem wszystko, w dosłownym tego słowa znaczeniu, się mieści. Cała ja i mój świat, moja przeszłość, teraźniejszość i nadzieja na przyszłość; moje rany, bóle, talenty, możliwości, upodobania, niemoce, słabości i grzech. Mieści się cały mój świat i cały świat, który Bóg stworzył. Codziennie na nowo uczę się JEMU ufać bardziej niż sobie, patrzeć JEGO oczami i być, po prostu być. Bo to ON powiedział: Przyjdź do mnie!